Codzienność & inspiracje.

niedziela, 27 marca 2011

103. Sunday

Weekend dobiega końca, nie, nie, nie !
Chciałam być bardziej społeczna, wychodzić z domu jak niektórzy radzili.. I co ? Na gorsze mi to wyszło.. Spotkałam się wczoraj z kumpelą, nie powiem, było świetnie, ale wracając do domu czułam się dwa razy gorzej. Mimo iż to nie był stracony czas, nie potrafiłam pozbyć się uczucia, że jednak był to stracony czas, a przez to cała robota będzie czekała na mnie w niedzielę, czego nienawidzę, bo w niedzielę to ja zawsze odpoczywam. Dzięki mojemu uspołecznianiu samej siebie dziś czeka na mnie sprzątanie, stylizacja, technologia, pp, niemiecki, polski i po - słodko. Ja się chyba po prostu źle organizuję, koniecznie muszę to zmienić.
Od jutra dieta + ćwiczenia, już się boję... 

A kolejna notka pojawi się pewnie w weekend, bo szybciej czasu mieć nie będę, aczkolwiek codziennie staram się odwiedzać wasze blogi i na bieżąco odpisywać na komentarze :)

Ten tydzień będzie bardzo ciężki, także trzymajcie za mnie kciuki !
Nie ma co przedłużać, do następnego weekendu :)
XOXO, Evu.

Bym zapomniała ! Moje włosy przed i po ścięciu. Jest troszkę krzywo, ale to z pośpiechu, w czwartek będziemy poprawiać, dodam wtedy też zdjęcia jak fryzura prezentuje się z przodu ;)
Już tęsknię za moimi długimi włosami, ale musiałam to zrobić :(
 













wtorek, 22 marca 2011

102. Tuesday

Z racji tego, że jutro nie idę do szkoły, postanowiłam napisać.
Choć w sumie jestem tak zmęczona, że mi się nie chce.. -.-'

W poniedziałek, mimo dnia wagarowicza w szkole byłam, bo przyszła nowa babka z pracowni. Jest nawet spoko.
Dziś w szkole dzień nawet okej, opuściłam 3 wf'y, potem 5 h lekcyjnych, które o dziwo wytrzymałam, na większości jak zwykle było śmiechowo, na ostatniej poprawiałam kartkówkę z niemca i mam nadzieję, że w końcu ją poprawiłam, przy pomocy starszych koleżanek z pierwszej ławki i ściądze w moim piórniku którą dostałam od Julii :D
Żeby nie było, że się obijam, jutro nie idę, bo muszę pobrać krew na badania ;<
Nienawidzę tego !

W tym tygodniu czeka mnie jeszcze chemia, niemiecki, matma i polski.
A potem krótki, zbyt krótki odpoczynek.

W czwartek mam zamiar ostrzyc włosy, będę płakać, ale muszę to zrobić, bo są zniszczone, muszę o nie zadbać.
Od poniedziałku dieta i INSANITY po raz trzeci :)

Humor dalej, jest jaki był, buuuuu !
Na dziś tyle, napiszę pewnie dopiero w weekend, XOXO, Evu.















sobota, 19 marca 2011

101. Weekend


Nie wiem czy w najbliższym czasie doczekacie się100% pozytywnej notki.
Jest lepiej niż było, ale nadal źle, chyba nigdy nie było tak długo.
No ale kiedyś będzie lepiej tak do końca, czuję to w moczu.

Nie wiem czy pisałam to wcześniej - wiem, czemu jest źle. Bo nie potrafię odpocząć nawet w weekend i jestem samotna. Dlatego jak przyjdzie dłuższy odpoczynek lub znajdę drugą połówkę [na to drugie bym nie liczyła], humor na pewno mi się poprawi ^^

Tak więc jest sobota, a przede mną jeszcze odkurzanie i sprzątanie w łazience, prócz tego rysunki na stylizację , matematyka i chujowa jak barszcz prezentacja na niemiecki. A na technologię pouczę się w następnym tygodniu, jakoś nie chce wejść mi ten ostatni temat o trzonie włosa.



No i sporządziłam swoją kosmetyczną listę must have, która powiększa się z godziny na godzinę, bo non stop przypominam sobie, że coś mi się skończyło i muszę to dokupić. A stan mojego konta na dzień dzisiejszy wynosi 5 zł, z czego do jutra muszę skołować jeszcze 4 na solarium -.-



Do 20 muszę się ze wszystkim wyrobić, w tym z peelingiem i kąpielą, bo chcę sobie leżeć z ciepłą herbatką, smarować się balsamami i oglądać Must be the music :)
Do kiedyś tam, sory, że piszę tak rzadko notki, ale po 1 nie mam czasu, po 2 jak już kiedyś pisałam, nienawidzę jak ktoś dodaje notki codziennie, nie ma czasu ani ochoty tego czytać !

XOXO

 Staram się poprawiać sobie humor takimi 'smajlami' :)











sobota, 12 marca 2011

100 post

Mój setny post, a jakoś w lipcu będzie rok od kiedy zaczęłam prowadzić bloga ;)

Generalnie humor jest jaki był, nie miałam nawet ochoty pisać notki.
Nie mam na nic ochoty.
Pogoda piękna, cieplutko, a ja się kiszę w domu.
A niektórzy z moich znajomych nie potrafią zrozumieć, że mogę mieć tak zjebany humor, że nie potrafię nawet normalnie wyjść na dwór.
To już zdecydowanie za długo trwa, problem tkwi w tym, że nie potrafię nic na to poradzić.

Chyba pójdę zaraz sprzątać, potem dokończę robić zadanie, pouczę się trochę, poćwiczę.
Chciałabym wreszcie zacząć normalnie żyć, a nie tylko wegetować.
Gdyby to tylko było takie proste.