Nie chce mi się, nie chce mi się, nie chce mi się, ale...
od dziś ogar max!
Trzeba iść do lekarza na bilans, do empiku w końcu wybrać sobie jakąś książkę, za nagrodę, którą otrzymałam w konkursie krasomówczym, iść do laboratorium z zapytaniem ile wyniosą mnie wszystkie badania, które zrobić muszę, do biblioteki, ogarnąć wish listę i wydatki z nią związane, posprzątać mieszkanie na błysk, zacząć robić powtórki do matury i wykuć prezentację maturalną, przygotować outfit na zakończenie roku, częściej odwiedzać siostrzeńca i chrześnicę, regularnie ćwiczyć, zdrowo jeść, pracować nad elementami obowiązkowymi z cheer.
Lista długa, ale do zrobienia. Najgorsze punkty to te, które wymagają regularności.
To, że dziś mi się chce, nie znaczy, że jutro też tak będzie. A za kilka godzin znów będzie mi się chciało spać, to jest najgorsze.
I niech przestanie padać, halo... Nie potrzebuję +20 stopni, ale żeby chociaż nie padało.
Dziś spotkanie z szefową, strach się bać...
INSPIRACJE