O dziwo wiele osób (jak dla mnie) przeczytało moją mega długą notkę o cheerleadingu, to miłe, że nie pisałam tego na darmo :)
Generalnie nie ogarniam, totalnie, niczego.
Mam dość bycia perfekcjonistką. Nie chce mi się wstawać o 5.30 każdego dnia, nie chce mi się zawsze przed dzień szkoły szykować ciuchów, robić prania, pakować rzeczy do torby, wybierać dodatków, myśleć o tym jak się pomaluję, ćwiczyć też mi się nie chce, nie chce mi się dobrze wyglądać, albo nie - chcę dobrze wyglądać nic nie robiąc. Życie jest zajebiście niesprawiedliwe. Tak, wiem, narzekam, choć wcale nie jest aż tak źle.
W domu też niezbyt różowo, a w szkole z równowagi wyprowadził mnie facet z wf'u, eh nienawidzę go, dobrze, że mnie nie uczy, dobrze, że uczy mnie pan Kazik <3
Jestem padniętaaaa... A jutro powtórka z rozrywki, w dodatku na dworze tak piździ, że aż chce się wychodzić -.-'
No i ćwiczyłam sobie dziś, zostało mi 11 minut, a to na prawdę niewiele, aż tu nagle bum, filmik się wyłączył, okazało się, że nie ściągnęłam go do końca, pozdro.
Dobra, koniec narzekania.
Idę pościelić łóżko, wykąpać się i spać.
Spokojnie, ciuchy i dodatki już poszykowane, pranie zrobione, torba spakowana, makijaż obmyślony a jutro pobudka o 5.30, as always.





























































