Codzienność & inspiracje.

niedziela, 18 maja 2014

Nikt sie tego nie spodziewał. Dzień jak co dzień. Grill. Opijamy maturę i nie tylko. Nie masz humoru, ale po 3 somersby, orzechowce i luksusowej można powiedzieć, ze nawet dobrze sie bawisz. Towarzystwo jest świetne, nie zwracasz juz nawet uwagi na te dwie osoby, których nie lubisz. Radio gra, wszyscy śpiewają 'hit me baby one more time!'. W końcu wracasz do domu. Narzekasz, ze nie wstaniesz do pracy. 11 h, ja nie dam rady?!
Jedziemy samochodem, przed nami straż pożarna na sygnale. 'Ciekawe gdzie sie pali, jedziemy za nią!' 'Chlopcy, najpierw nas odwiezcie, pózniej pojedziecie za strażą.'
Ładnie dziękujesz za podwiezienie. W końcu jesteś w domu, kładziesz sie spać. Ok, 5 h snu, to mi wystarczy. Zasypiasz. Budzi cię dźwięk telefonu. Czemu Klaudia dzwoni do mnie o tej godzinie? - myślisz, ale jeszcze sie nie martwisz. 'Dom od Magdy sie pali, ona jest cała roztrzęsiona, nie da sie z nią dogadac'. Nie dociera to do ciebie. Wypowiadasz jakieś 'Jezus Maria to straszne' ale po rozlaczeniu piszesz tylko sms'a - dajcie pózniej znać co i jak. Kładziesz sie z powrotem. Nagle serce przyspiesza i ogarniesz sytuacje. Ubierasz sie, trzęsiesz sie, biegniesz tam. Nie wierzysz w to co widzisz. Dzięki Bogu, ze wszyscy żyją. Następne kilka godzin to płacz, telefony, przytulania, pocieszenia, nie ogar totalny. Wracasz do domu o 5.30 i nie myślisz o tym, ze nie wstaniesz do pracy. Myślisz o tym, ze to niemożliwe, ze to zły sen. Jakoś Zasypiasz, budzisz sie po godzinie aby wstać do pracy. To nie był sen. Jak żyć, co robić? 
Damy radę, wierze w to. 
Właśnie siedzę w pracy, zostało jeszcze tylko 6 h. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz