Jedziemy samochodem, przed nami straż pożarna na sygnale. 'Ciekawe gdzie sie pali, jedziemy za nią!' 'Chlopcy, najpierw nas odwiezcie, pózniej pojedziecie za strażą.'
Ładnie dziękujesz za podwiezienie. W końcu jesteś w domu, kładziesz sie spać. Ok, 5 h snu, to mi wystarczy. Zasypiasz. Budzi cię dźwięk telefonu. Czemu Klaudia dzwoni do mnie o tej godzinie? - myślisz, ale jeszcze sie nie martwisz. 'Dom od Magdy sie pali, ona jest cała roztrzęsiona, nie da sie z nią dogadac'. Nie dociera to do ciebie. Wypowiadasz jakieś 'Jezus Maria to straszne' ale po rozlaczeniu piszesz tylko sms'a - dajcie pózniej znać co i jak. Kładziesz sie z powrotem. Nagle serce przyspiesza i ogarniesz sytuacje. Ubierasz sie, trzęsiesz sie, biegniesz tam. Nie wierzysz w to co widzisz. Dzięki Bogu, ze wszyscy żyją. Następne kilka godzin to płacz, telefony, przytulania, pocieszenia, nie ogar totalny. Wracasz do domu o 5.30 i nie myślisz o tym, ze nie wstaniesz do pracy. Myślisz o tym, ze to niemożliwe, ze to zły sen. Jakoś Zasypiasz, budzisz sie po godzinie aby wstać do pracy. To nie był sen. Jak żyć, co robić?
Damy radę, wierze w to.
Właśnie siedzę w pracy, zostało jeszcze tylko 6 h.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz